Odnajdź mnie

środa, 10 stycznia 2018

A Ty co tu robisz?

Witaj wędrowcze!

Jeśli zamierzasz przeczytać moje wypociny, to nie przywiązuj się do treści. Zamierzam zmienić (tak ponownie) treść opowiadania i opublikować je na nowo. Ty razem ostatecznie. Nie wierzysz? A co, jeśli mam już połowę historii, a resztę zaplanowaną? Teraz zabrakło ci języka w gębie, co? Spokojnie, ja też jestem w szoku.

Do zobaczenia Wędrowcze. 

poniedziałek, 14 września 2015

Szaleństwo

Kolejny rozdział napisany ogrom czasu temu, z którego równie dobrze mogę zrobić jednopartówke.

~~~


Słonce góruje na niebie. Przemierzam mniejsze kaniony Iwy w poszukiwaniu mojego towarzysza.

Kamienie są nagrzane do gorącości. Ręka nadal lekko mnie pieczę odkąd dwadzieścia minut wcześniej dotknęłam płyty skalnej u podnóża góry. Nie chce używać czakry. Dopiero co zleźliśmy się w tej wiosce, po co niepotrzebnie przyciągać uwagę? Poczekam aż zniknę z pola widzenia gapiów.

Shinobi Konohy najpewniej już się oddalili. Nie znaleźli tu nikogo. Ponagla ich podróż, gdyż ciała poległych kompanów poczynają gnić. W tym klimacie dzieje się to szybciej niż w Krainie Ognia. Pochówek bohaterów czeka.

Partówka: Ślepiec (+ małe zwierzenia)

Pewna zaginiona osóbka, która całkiem przypadkiem się odnalazła, skłoniła mnie do myślenia. Także zamieszczę coś małego, skromnego, napisanego dawno, dawno temu.

Co do historii właściwej bloga (choć poniekąd wiem, że piszę to jedynie dla siebie, gdyż zaniedbałam blogi i ludzi, którzy mogli tu kiedyś przychodzić) chyba nie znajdzie swojego rozwiązania. Opowieść została gdzieś we mnie, lecz pomysł na nią powstał w mojej głowie przed wieloma laty. Chyba czas przestać się okłamywać i spojrzeć prawdzie w oczy - nie potrafię napisać nic dłuższego. "Odnajdź.." ciągnę za sobą od bardzo długiego czasu i nadal nie potrafię pozbyć się go bez żalu. Czas zająć się tym, co wychodzi mi lepiej - krótkimi opowiadaniami. Wiele ich było, pod wieloma nickami, ogrom z nich przepadło. Czas znów zacząć pisać.

niedziela, 18 maja 2014

18. Piętno ojca

Dla LeeYum, witaj nowy towarzyszu! 


Po wszystkim Sasori nie pozwolił mi pójść do Itachiego. Udaliśmy się w drugą stronę – do jego pracowni. Posadził mnie na twardym, niewygodnym krześle z brązowym podbiciem, a sam usiadł naprzeciwko. W pomieszczeniu unosił się niewidzialny obłok zapachów. Woń lekarstw i składników do trucizn nieprzyjemnie drażniła mój nos. Na hakach znajdujących się na jednej ze ścian wysiały gotowe marionetki odziane w ciemno czerwone szaty – najprawdopodobniej składały się na technikę aka-higi* Sasoriego. Wyglądały jak trupy – martwe, trupio blade, ze wzrokiem skierowanym w nieosiągalny punkt na horyzoncie.

wtorek, 13 maja 2014

17. Obłęd Peina

Dla Nessy, ponieważ pamiętała.

Kiedy Sasori kroczył w górę schodów, usłyszał donośny trzask starych drzwi od ambulatorium. Nie przyśpieszył, nie miał w swoim zwyczaju pośpiechu i poddawania się emocjom. Nadal szedł miarowo.
Był ciekawy kto tym razem zostanie mu przydzielony, gdy pozbył się już Iwyjczyka. Mogło też się tak zdarzyć, że Pein nie będzie się tym zajmował w obecnej chwili. Jest przyparty do muru. Zabawnie obserwować jego poczynania, desperackie starania o byt organizacji i wymarzonego świata. Zaczyna wątpić w swoje plany. Stopniowo wyzbywa się dawnych ideałów, zmienia się, choć sam tego nie zauważa. To jedynie kwesta czasu. Niedługo zrozumie, że jego Eden jest niemożliwy do zrealizowania.
Skorpion wyszedł z lochów. Przybliżył lampę do swoich ust i dmuchną lekko w kierunku płomienia, który momentalnie zgasł. Jego wzrok spoczął na pierwszych drzwiach po prawej. Były otwarte na oścież.
- Akasuna – dobiegł go matowy głos, a zaraz za nim wyłoniła się sylwetka Peina. – Gdzie jest Uchiha? – zabrzmiał nieco gniewniej.
Sasori był rozbawiony do granic możliwości, dziękował Stwórcy (choć oczywiście nie wierzył w jego byt) za ciało wyzbyte z ludzkich odruchów, bo najpewniej nie umiałby powstrzymać uśmiechu. Lider kreował się na dumnego i władczego, choć Lalkarz i Itachi wiedzieli, że czuje oddech Zjednoczonych Wiosek na karku. Żałosny.
- Być może u brata – odparł.
Niegdysiejszy shinobi Ame zmrużył lekko oczy.
- W taki razie gdzie ty byłeś? – zapytał.
- Ukarałem szpiega – powiedział rozbawiony.
- Kto?! – wybuchł.
- Był nim Deidara. Dowiedziałem się, że przekazywał informacje Sunie, choć nie chciał wyjawić powodu. Osobiście uważam, że z tą wioską najłatwiej mógł się skontaktować. Piasek wystawił za nim list gończy ze względu na sojusz z innymi Wielkimi Wioskami Shinobi. Deidara zapuścił się tam tylko raz i było to wraz ze mną na misji, która miała na celu pojmanie junchuuriki Shukaku. Ufał mi do tego stopnia, że dał się łatwo podejść. Głupie dziecko.
Oczy lidera nie były więcej spokojne, ciskały piorunami i mściwą chustą pomsty.
- Która cela?!
- Przedostatnia, jednak wątpię, żeby nada żył.
Midziano-włosy nie słuchał, kroczył już po pierwszych stopniach schodów, które prowadziły do klatek.
- Niech Haruno i Uchiha będą za monet w ambulatorium! – rzucił zanim zniknął Lalkarzowi z oczu.
Wszystko było coraz zabawniejsze. Sasori wstąpił do organizacji nie dlatego, że jego rodzima wioska się go wyparła, nie przez osamotnienie czy inne tego rodzaju żałosne powódki. Popadł w apatie, był znudzony światem i jego powtarzalnością. Przed laty Pein potrafił porwać tłum za sobą. Jednych za pomocą strachu, innych przez ideały, które żarliwie głosił. Dziś jednak stał się żałosnym echem dawnych czasów, a grono jego zwolenników zimniejsza się drastycznie, pozostali głównie ci zlęknieni jego mocy (nikłej w porównaniu z dawnymi czasy). Tylko oczy pozostały niezmienne i to w nich tkwi dawna potęga, pozostał mu tylko rinnegan. Co bystrzejsi zauważyli zmianę i już przygotowują się do opuszczenia szczątków dawnego Akatsuki, tak jak on i Itachi.
Mężczyzna o jaskrawię-rudej czuprynie zatrzymał się przed otwartymi drzwiami do swojego pokoju. Sasuke stał nad biurkiem wlepiając zamglony, nieobecny wzrok w napoczętą kukłę Sasoriego. Twarz przybrała tęskny wyraz. Po latach spędzonych z jego bratem, ten chłopiec nie przywodził mu na myśl mściwego klanu Konohy.
- Zostaw – powiedział siląc się na nieco przyjemny dla ucha ton. – Lider chce widzieć zaraz ciebie i Sakure w skrzydle szpitalnym.
Nie czekając na odzew z jego strony ruszył do drzwi znajdujących się dwadzieścia metrów dalej. Zapukał w nie i wszedł w tej samej chwili.
Starszy Uchiha siedział na podłodze ściskając w dłoniach smukłe palce dziewczyny. Oboje odwrócili się w stronę przybysza. Itachi z maską zimna i pogardy, zaś Sakura z błąkającym się bladym uśmiechem na ustach.
- Pein wzywa. Chcesz ich zaprowadzić zamiast mnie?
- Nie trzeba - odparł. – Przecież nie mam obsesji.
- A to ci coś nowego – prychnął Sasori zamykając drzwi za Sakurą. W ostatniej chwili zrównał wzrok z Uchihą. Dostrzegł u niego zmęczenie, czyżby umysł znów go zwodził?


Zamek w drzwiach wydał z siebie zduszony odgłos, jednak Skorpion nada trzymał nieludzko gładką dłoń na klamce. Zdawał się gorączkowo nad czymś myśleć.
- Sasori? – złapałam go za krawędź białej koszulki, która miał na sobie. Odwrócił się do nas w tej samej sekundzie.
- Później będę musiał z Tobą porozmawiać – odparł jak najnaturalniejszym głosem i chwytając moją dłoń pociągną w stronę miejsca, które już raz dziś odwiedziłam. – A ty na co czekasz? – rzucił do niknącej sylwetki Sasuke. – Jest nieco dziwny, nie? – nachylił się i szepną do mnie w sposób jakby był to największy sekret na świecie.
- I kto to mówi – odrapałam uśmiechając się jadowicie, gdy mój dawny kompan zrównał z nami kroku.
Kiedy wyszliśmy z zakrętu Pein stał naprzeciw nas cały umorusany krwią. Najbardziej pokryty szkarłatna posoką był jego płaszcz na przedzie i dłonie.
- Zdaje się, że nasz Lider wariuje – szepnął do nas Skorpion.
- O co Ci chodzi? – zapytałam.
- Powiedziałem mu, że ciało Deidary jest w celi. Jestem pewny, że Iwyjczyk nie żył, gdy wychodziłam z klatki. To jego krew, Pein najpewniej szarpał się z jego zwłokami. Czy to wedle Ciebie jest przejawem zdrowia psychicznego?
- Nie żyje?
- Później o tym.
- Wasza dwójka do środka – dobiegł nas władczy ton.
Shinobi Ame wszedł do pomieszczenia, Sasuke ruszył w jego kierunku. Chciałam zrobić to samo, jednak zatrzymał mnie bolesny ucisk gładkich, porcelanowych palców Lalkarza na moim nadgarstku.
- Co znowu?
- Gdyby zachowywał się dziwnie, to mnie zawołaj.
- O co Ci chodzi? – spytałam zmieszana.
- Słuchaj, Pein może być niebezpieczny. Później powiem Ci więcej, jasne? – miał zatroskany głos.
- Jasne.
Puścił mnie, a ja wbiegłam do ambulatorium. Przywódca Brzasku stał pod ściana śląc się na spojrzenie, które miało wyrazić jego wyższość. Myślisz, że dam się zastraszyć? Dłonie od juchy, czy to nie oznacza, że dusiłeś zwłoki Deidary? Jak mogłeś nie połapać się, że brak pulsu, nie trzeba być do tego medykiem.
- Ty – zwrócił się do Sasuke. - Będziesz zastępstwem Deidary, przydzielam Cie do Sasoriego. Za dwa tygodnie wyruszycie do Konohy. Masz tam zostać minimalnie miesiąc – powiedział kierując na mnie diabelsko szare oczy. – Jeśli zechcesz możesz opuścić po tym czasie wioskę i robić co ci się żywnie podoba. Nie musisz się przejmować zerwaniem kontaktu, Sasori określi miejsce twojego pobytu i wyślę wiadomość najpewniej drogą powietrzną. Podczas przebywania w wiosce zachowuj się normalnie, nie waż się nikomu powiedzieć o planie ani wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń, rozumiesz?
- Tak.
- Jeśli chodzi o ciebie – zwrócił się do bruneta. – Masz mieć ją na oku, gdyby zrobiła coś nierozważnego masz mnie natychmiast powiadomić – wyciągną spod płaszcza zwój i rzucił go na łóżko, gdzie Sasuke siedział. – To zwój przywołania, znajduje się w nim sokół, który zna drogę do hodowli Sasoriego. Nie ma bezpośredniego dojścia do organizacji, więc i ty wybij sobie z głowy jakąkolwiek współprace z Liściem. Chce też żebyś zrobi kopie wszystkich dokumentów jakie Konoha ma na temat Brzasku. Staraj się o jakąś posadę umożliwiającą inwigilacje bazy danych, najlepiej poza siedzibą Kage. Niebezpiecznie byłoby węszyć tuż pod nosem przywódcy, poza tym jeśli chodzi o ochronę to jest ona tam wzmożona ze względu na bezpieczeństwo Hokage.
- Mamy po prostu wrócić do wioski? Nie będzie to podejrzane? – zapytałam.
Wyraz jego twarzy nic się nie zmienił.
- Hidan, jesteście już? – rzucił do zamkniętych drzwi.
Wrota rozpostarły się szeroko, a przez nie wszedł mężczyzna o matowo-zielonych tęczówkach pozbawionych źrenic i czerwonych białkach oczu. Pierwszy raz widział go bez chusty i poza konturami zdjęć umieszczonych w kartotekach Liścia. Wzrok miał wściekły i jednocześnie znużony. Ciemne włosy sięgały końca twarzy, a na policzkach widniało parę kilkucentymetrowe szwów. Wlókł za sobą bezwładne ciało.
- Co się stało, Kakuzu?
- Hidan nie docenił siły przeciwnika. Jeśli chodzi o mnie, to powalenie go zabrałoby o wiele więcej czasu, gdyby nie udało mi się go zaskoczyć – mówił cicho i wolno.
- Z nim udacie się do Krainy Ognia. O ile się nie mylę to twój senpai, tak? Jeśli go nie przekonasz zginie jeszcze tej nocy.
Wysoki mężczyzna o lekko brązowej skórze rzucił przybysza brutalnie na łóżko. Sasuke odskoczył w ostatnim momencie. Oboje wyszli. Na starym posłaniu leżał trzydziesto-dwu letni shinobi. Miał naturalnie siwe włosy, teraz rozszarpane w nieładzie. Wzdłuż lewej powieki widniała podłużna szrama, a maska, którą dzień w dzień dzierżył odkąd go poznałam była do połowy rozdarta.
Rozpięłam płaszcz, który miał na sobie i przyłożyłam dłonie do jego piersi – nic. Pochyliłam się przytykając ucho do klatki – bicie serca, powolne i niebezpiecznie słabe. Dece mi drżały, a oddech nie chciał się uspokoić.
Gładkie dłonie powstrzymały mnie przed kolejnym ruchem.
- Sasori.
- Ja to zrobię, kobiety zaczynają w takich momentach panikować – dodał z przekąsem.



Nesso, zamierzałam do Ciebie napisać, jednak nie mam już Twojego gadu. Blogi, które przez ponad rok uporczywie zbierałam, także przepadły. Onet usunął mi stronę z linkami. Cieszę się, ze to Ty mnie znalazłaś ^^