poniedziałek, 14 września 2015

Szaleństwo

Kolejny rozdział napisany ogrom czasu temu, z którego równie dobrze mogę zrobić jednopartówke.

~~~

Słonce góruje na niebie. Przemierzam mniejsze kaniony Iwy w poszukiwaniu mojego towarzysza.

Kamienie są nagrzane do gorącości. Ręka nadal lekko mnie pieczę odkąd dwadzieścia minut wcześniej dotknęłam płyty skalnej u podnóża góry. Nie chce używać czakry. Dopiero co zleźliśmy się w tej wiosce, po co niepotrzebnie przyciągać uwagę? Poczekam aż zniknę z pola widzenia gapiów.

Shinobi Konohy najpewniej już się oddalili. Nie znaleźli tu nikogo. Ponagla ich podróż, gdyż ciała poległych kompanów poczynają gnić. W tym klimacie dzieje się to szybciej niż w Krainie Ognia. Pochówek bohaterów czeka.

Schodzę po pochyłej płycie skalnej koloru spłowiałego bursztynu. Widzę kogoś. Sasuke siedzi nieruchomo. Obchodzę go dookoła, aby spojrzeć na jego twarz. Dłonie miał ubrudzone juchą. Patrzył na nie szeroko rozwartymi oczyma, jakby obudził się z transu i nie potrafił powiedzieć czego przed chwilą dokonał. Spojrzał na mnie.

- To ja – wyszeptał ochrypłym głosem. – Zrobiłem to, ale pewnie już wiesz. Zawsze wyprzedzasz mnie o krok.

Zanosi się przerażającym śmiechem, brakuje mu tchu. Na przemian ryczy w ten chory sposób i kaszle pozbawiony powietrza. Twarz wykrzywiona jest w grymasie bólu, jednak usta nie zamykają się nawet na moment. Wrzask nie ma końca. Echo porywa jego głos i niesie przed siebie. Dalekie góry brzmią tym samym chichotem, którego Uchiha Sasuke nie może powstrzymać. Gardłowy rechot pomieszany z krzykiem. Z jego oczu lecą łzy. Ile razy człowiek może sięgnąć dna? Patrząc na niego nie potrafię odpowiedzieć. Za każdym razem, kiedy myślę, że nie może stać się bardziej żałosny, on przechodzi samego siebie.

- Tylko Ty miałeś prawo do zabicia go, gdyż Ty wszystko rozpocząłeś.

Obłęd. Jest ciągle przy mnie. Dopada dawnych kompanów, włada nimi i rozstawia po kątach. Pokazuje, że każdego potrafi złapać w swoje sidła. Ręce powoli wyciąga w moją stronę. Czuje dotyk na włosach, lekkie muskanie karku, szarpnięcie za głowę i dłonie ściskające się na szyi. Szaleństwo dopada wszystkich, którzy postanowili wyrwać się z ułożonego życia.

- Weź się w garść. Idziemy się spotkać z Sasorim, a później wyruszamy do Konohy.

Patrzy na mnie przerażonymi oczami, wyczuwam prawdziwy strach. Czyżby dawny dom tak na Ciebie działał?

- Jak to? – szepcze w panice.

- Jesteśmy mu winni pogrzeb.

Wyraz jego twarzy łagodnieje, wydaje się bardziej ludzki. Opanowanie powoli do niego wraca. 

Uspokaja mnie to, gdyż przypomina mi wówczas dawnego siebie, czuje się bezpieczniejsza. Przestał krzyczeć. Upadł na kolan i zasłonił twarz rękoma. Płakał. Szlochał bezdźwięcznie, dotarło do niego co zrobił. Obydwoje wiemy, że tylko on mógł podjąć się tego zadania, Naruto zasługiwał na śmieć z ręki przyjaciela, o którego tak długo walczył. Skróciliśmy jego cierpienie biorąc więcej ciężaru na swe barki.

Widząc Sasuke w takim stanie nabieram pewności, że gdy już kogoś ono dosięgnie, nie sposób się wyrwać ze swojego szaleństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz